Bogdan Czarnik jest członkiem Kadry Narodowej w Reiningu, od najmłodszych lat jego pasją są konie. Ma na koncie mnóstwo nagród, które zdobył w dyscyplinach związanych z jazdą konną. W tym roku został ambasadorem samochodu SsangYong Actyon Sports.

Bogdan Czarnik w rozmowie z Martyna Rokita

Jesteś jednym z ambasadorów samochodów marki SsangYong. Dlaczego zwróciłeś uwagę właśnie na te koreańskie samochody?

Bogdan Czarnik: Pewnego dnia zjawiłem się na evencie, na którym prezentowano SsangYongi. Stwierdziłem, że to całkiem niezłe samochody. Wówczas moją uwagę przykuł model Rexton. Po rozmowie z Mariuszem Jakimiukiem, który jest szefem SsangYonga w Polsce, doszliśmy do porozumienia, a potem nawiązała się trwająca po dziś dzień współpraca.

Teraz jednak jesteś w posiadaniu modelu Ssangyong Actyon Sports. Skąd taka zmiana?

Bogdan Czarnik: Potrzebowałem samochodu, który byłby w stanie ciągnąć przyczepę, a także pomieścić sporą ilość sprzętu niezbędnego do dyscypliny, którą się zajmuję. Ssangyong Rexton sprawdzał się świetnie, ale Actyon Sports jest nieco większy i bardziej praktyczny ze względu na specyfikę sportu, który uprawiam, czyli jeździectwo.

Bogdan Czarnik

Bogdan Czarnik

 Jak się sprawuje SsangYong Actyon Sports w terenie?

Bogdan Czarnik: Jeździ się nim doskonale i praktycznie nie ma miejsca, do którego nie można byłoby nim dotrzeć. Świetnie sprawdza się na trasie oraz w terenie. Czuję się w nim bezpiecznie. Do tej pory nigdy mnie nie zawiódł. Dla mnie najważniejsza jest jednak część ładunkowa, czyli bagażnik i hak do przyczepy. Ważną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę to fakt, że bagażnik w Actyon Sports jest szczelnie oddzielony od części przeznaczonej dla kierowcy i przewozu osób. Kiedy jadę na zawody zabieram ze sobą masę sprzętu jeździeckiego, który potem nieprzyjemnie pachnie. Naprawdę miło wraca się, w suchej kabinie, która nie przepuszcza zapachów z bagażnika.

A jak z eksploatacją?

Bogdan Czarnik: Tu również nie mam powodów do narzekań. Średnio spala zaledwie ok. 8 litrów paliwa na sto kilometrów.

Ssangyong Actyon Sports w kolorze białym to podobno jedyny taki model tego samochodu w Polsce. Czujesz się wyróżniony, że to właśnie Ty nim jeździsz?

Bogdan Czarnik: Ten model przypomina nieco amerykańskiego pickupa Forda F 150.

Czy znajomi często chcą od Ciebie pożyczać samochód?

Bogdan Czarnik: Mam taką zasadę, że nie pożyczam nikomu swojego samochodu. Pozwalam się nim jedynie przejechać i to najczęściej pod moim czujnym okiem (uśmiech).

Od jak dawna uprawiasz jeździectwo?

Bogdan Czarnik: Od ponad 20 lat.

Skąd wzięła się u Ciebie pasja do tego sportu?

Bogdan Czarnik: Swego czasu byłem fanem westernów. Było też ich sporo w telewizji. Zawsze z zaciekawieniem przyglądałem się kowbojom. Mój dziadek także hodował konie. Niestety dość wcześnie odszedł i nie zdążył mnie osobiście uczyć fachu, którym dziś się zajmuję. Z czasem jednak sam z siebie zacząłem jeździć konno, a potem uczyniłem z tego sposób na życie. Obecnie przygotowuję się do zawodów oraz trenuję swoje konie w ośrodku Janiowe Wzgórze w Rzeszowie.

Dyscypliną, w której jesteś specjalistą to reining. Opowiedz o tym coś więcej.

Bogdan Czarnik: Niektórzy mylą to z byciem kowbojem, ale ja jestem reinerem. Reining to ujeżdżanie konia w stylu westernowym przy dużej prędkości, którego także nie należy mylić z rodeo. Podczas zawodów koń porusza się galopem i trzeba jak najdokładniej przejechać zadaną trasę.

Uczysz jazdy konnej także przyszłych aktorów w jednej z warszawskich szkół filmowych.

Bogdan Czarnik: To prawda, uczę w Warszawskiej Wyższej Szkole Filmowej, żeby umieli udawać, że jeżdżą konno (śmiech).

Często można zobaczyć Cię na zdjęciach z aktorką Anną Powierzą, która także jest ambasadorką marki SsangYong. Co Was łączy?

Bogdan Czarnik: Tak, jak wspomniałaś, oboje jesteśmy ambasadorami samochodów SsangYong i wielkimi miłośnikami koni. Poznaliśmy się dwa lata temu przy okazji zawodów środowisk twórczych w Zakrzowie. Bardzo się polubiliśmy. Dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Jak czas nam pozwala, to od czasu do czasu spotykamy się, by razem potrenować i porozmawiać o wspólnych pasjach. Ania odwiedziła mnie kiedyś w Janiowym Wzgórzu, kilka razy spotkaliśmy się przy okazji różnych imprez, kibicowała mi też podczas Pucharu Polski w reiningu.

Jakimi zasadami kierujesz się w życiu?

Bogdan Czarnik: Robię wszystko, żeby być szczęśliwym i chyba mi się to udaje. Mam wspaniałą 17-letnią córkę, która także kocha konie. W tym roku zadebiutuje w zawodach jeździeckich. Mocno trzymam za nią kciuki i jestem z niej dumny.

Rozmawiała Martyna Rokita

Zobacz też jak gwiazdy testowały auta