Jestem niestety posiadaczką owłosienia bardzo bujnego i ciemnego. Dodatkowo – skubańce szybko odrastają… A przynajmniej odrastały do czasu, gdy w końcu nie skończył się mój koszmar. Na szczęście jestem już po przejściu drogi od załamanej istoty z czarnymi kłakami na nogach, która obawia się, że gdy podniesie do góry rękę w podkoszulku, wszyscy zauważą, że pod pachą powoli wykwitają malutkie, czarne kropeczki…

Czyżby los się chciał zemścić za malutkie, dziecięce marzenie?

Tak się składa, że dużo pamiętam z dzieciństwa. Jednym ze wspomnień, które dziś wydaje mi się głupie, śmieszne i totalnie dziwne jest pewne pragnienie, które zakołatało mi w głowie, gdy miałam około 6 lat… i kołatało tak dość sporo czasu. Luźno związane jest ono z tym, że okres mojego dzieciństwa przypadł na wczesne lata „90”, gdy gładka skóra jeszcze nie była tak bardzo w modzie, co widać np. po aktorach z filmów z tamtych lat.

Otóż – jak wiele dzieci miewa i ja miałam ciocię, która to ciocia była bardzo wesoła, energiczna… i wydawało mi się, że wszyscy ją lubią. Ja byłam dość chudym dzieckiem, które przy obcych trzymało się z boku, ale gdy tylko trochę poznało towarzystwo, lubiło być w centrum uwagi. Ciocia ta miała włosy pod pachami, ciemny meszek pod nosem i grube uda, które z tyłu porośnięte były ciemnymi włoskami… Nie oceniając tego pod względem walorów estetycznych i w związku z tym, że nikt nie powiedział mi, że takie cechy nie są niczym fajnym, zaczęłam marzyć o dniu, w którym przy siadaniu moja noga się rozszerzy dzięki temu, że będzie na niej więcej ciała… a przynajmniej pod pachami będę miała włosy… I myślałam, że to będzie znaczyło – jak wąsy u chłopców – że jestem po prostu dorosła.

Dziś włosy na jakiejkolwiek powierzchni ciała (poza głową) wydają mi się niezbyt piękne i nie chcę ich mieć… ale niestety natura dała mi wąsik oraz ciemne włosy na nogach i nie tylko…

Początki walki – pierwsze porażki i pozorne sukcesy

Oczywiście – nie stało się tak, że pewnego dnia obudziłam się niedźwiedziem. Wszystko pojawiało się stopniowo. Na początku jako 13 latka pojechałam na kolonie i tam dowiedziałam się, że koleżanki w moim wieku golą ciało maszynką co jeden lub dwa dni. Postanowiłam robić to, co one, choć jakby jeszcze nie do końca widziałam jakiekolwiek włoski u siebie. Goliłam, goliłam… a one rosły i rosły.

Pewnego dnia, przed szkolną dyskoteką, zauważyłam, że choć podczas porannego mycia usunęłam włoski maszynką, mimo tego, że od tego momentu minęło około 10 godzin (tak, impreza była na 18 – to się zdarza w podstawówce, jak pewnie większość z Was pamięta) – na moich nogach one znów są… Pod pachami oczywiście też! To był koszmar… Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że maszynka jednak mi nie wystarcza… Postawiłam na kremy do depilacji – które mimo reklamy, mówiącej, że pozwalają trzymać fason przez 14 dni, u mnie usuwały włoski na jakieś 3-4 dni… a dostęp do tego rodzaju specyfików był bardzo ograniczony. Szczególnie, że moja mama uważała, że tak młode dziewczyny, jak ja, nie powinny w ogóle usuwać owłosienia.

Później, gdy dorosłam i zaczęłam o wszystkim sama decydować – trafiłam do salonu depilacji woskiem… która okazała się dla mnie wilkiem w owczej skórze, bo na początku dała duże uspokojenie i zachwyt gładką skórą… a później sprawiła, że trafiłam do chirurga, który musiał pomóc wydobyć wydzielinę, która zebrała się wokół mieszka wrastającego włoska. Ból i rezygnacja, które przez to mnie dotknęły, zmusiły mnie wręcz do poszukiwania czegoś nowego, lepszego…

Na kolejny (bo już nie pierwszy) ogień poszły depilatory. Choć kiedyś tego nie liczyłam, ostatnie porządki podczas przeprowadzki pokazały, że było ich około 7, jak nie więcej. Próbowałam różnych modeli… Jednym z nich był tzw. depilator laserowy, który – jak później się okazało – pozwalał usuwać włoski metodą podobną do tzw. lamp IPL. Niektóre z tych depilatorów miały chwile, w których ogłaszałam sukces i nazywałam je swoimi sprzymierzeńcami w walce z bujnie owłosioną naturą – ale po pewnym czasie moim włosom każdy z nich udało się pokonać. Samodzielna depilacja depilatorem, w moim wykonaniu, była bardzo czasochłonna… a efekty nie powalały… i wtedy właśnie (a było to jakieś 3 lata temu) koleżanka powiedziała mi o depilacji laserowej.

Mój ratunek, który polecam dziś każdemu

Gdy zdecydowałam się na depilację laserową, okazało się, że w mojej okolicy otworzono właśnie gabinet sieci Depilacja.pl, która dziś jest największą (z tego, co czytałam) siecią w Polsce… Bardzo dobrze pamiętam panią Klaudię, która dokładnie wytłumaczyła mi cały proces polegający na stopniowym wypalaniu włosków światłem lasera podczas serii, która w moim przypadku wymagała 8 zabiegów. Starałam się realizować wszystko zgodnie z harmonogramem ustalonym w salonie… Ale pamiętam, że jeden zabieg musiałam ominąć, bo brałam jakiś antybiotyk.

Podczas serii zabiegów musialam wrócić do niezbyt lubianej już w tym okresie przeze mnie maszynki do golenia, którą stosowałam między zabiegami. Poza tym musiałam odstawić ulubioną herbatkę z czystkiem i witaminy, którymi lubiłam się faszerować 😉 Mimo zwątpienia i tego, że całość trwała prawie rok – dziś jestem bardzo zadowolona z efektu i chwalę się nim na prawo i lewo. Włoski praktycznie nie odrastają. Poddałam się zabiegom na całe ciało – łącznie, ze wspomnianym wąsikiem.

Jeśli to czytasz i wciąż się wahasz – to moje doświadczenie niech będzie dla Ciebie sygnałem, że wahać się nie warto 🙂 Skorzystaj z depilacji laserowej… a za jakiś czas problem z powracającymi włoskami będzie tylko tematem anegdotek i duchem wspomnień… No chyba, że wizja mojej ciotki, która nie przejmowała się zarostem tu i ówdzie jest wizją, którą chcesz realizować swoim wyglądem…